STRONA GŁÓWNA
O SZKOLE
WSPOMNIENIA
Z ŻYCIA SZKOŁY
MISJA I ZADANIA
DOKUMENTY SZKOŁY
ORGANIZACJA
ROKU SZKOLNEGO
PLAN LEKCJI
GRONO PEDAGOGICZNE
SAMORZĄD  SZKOLNY
ŚWIETLICA
DLA NAUCZYCIELI
DLA UCZNIÓW
DLA  RODZICÓW
 RADA RODZICÓW
 PUBLIKACJE
PODRĘCZNIKI
PATRON
PROJEKTY
PROGRAMY
ARCHIWUM
KOŁA ZAINTERESOWAŃ





 





   

Zawichost w okresie okupacji widziany oczami dziecka.
 

Moje wspomnienia ze szkoły w okresie okupacji (1939-1945)
 

            Od września 1939r. rozpoczął się okres okupacji hitlerowskiej. Już pierwszego września krążyły nad Zawichostem niemieckie samoloty i zrzuciły dwie bomby: jedna obok szkoły na posesji Szymańskiej, obecnie Jaśkiewiczów zostawiła olbrzymi lej, a druga upadła w głębokiej drodze i zabiła dziewczynę nazwiskiem Oskroba.

            Od września szkoła piętrowa zajęta została przez niemieckich lotników, którzy na dole ustawili szklane obserwatorium lotnicze. Druga szkoła piętrowa zamieniona została na magazyn broni, amunicji i innych materiałów wybuchowych. Dzieci uczęszczały do szkoły, którą urządzono w piętrowej synagodze żydowskiej:(w Zawichoście były dwie synagogi). Pamiętam doskonale te trudne warunki. Kilka ławek, dzieci nie mieściły się, a więc siadaliśmy na podłodze. Chodziło się wtedy do szkoły co drugi dzień. Nie było podręczników szkolnych. Nauka języka polskiego oparta była na czasopiśmie „Ster”, gdzie były czytanki i wiersze o błahej treści, wszystko na pochwałę narodu niemieckiego oraz przypominające o solidnej, dokładnej, systematycznej pracy. Wyeliminowane były ze szkoły: historia, geografia, literatura i wszystkie książki z tej dziedziny konfiskowano. Dlatego troskliwi rodzice swoje dzieci wysyłali na tajne komplety gimnazjalne czy licealne.

            Ja w pierwszych latach okupacji uczęszczałam do pierwszej, drugiej, trzeciej i czwartej klasy. Będąc 
w czwartej klasie chodziłam do p. Borkosiewiczowej na lekcje historii i geografii. Oczywiście pani Borkosiewiczowa narażała siebie, a my z książką schowaną za ubrania chodziliśmy, do małego, środkowego pokoju, z którego niskie okno wychodziło na ogród. Gdyby Niemcy kołatali do drzwi mieliśmy wyskakiwać przez okno. Za tą naukę rodzice wynagradzali. Pani Borkosiewiczowa była w trudnej sytuacji materialnej, została 
z dwójką dzieci, bo męża zabrali na wojnę. W tym czasie, ale bardzo krótko chodził ze mną do tej samej klasy Bronisław Gieremek – późniejszy profesor i minister. Mieszkał w Zawichoście. Matka jego pracowała w sklepie, a ojciec chyba ukrywał się. Potem słyszałam, że chodził na prywatne lekcje do p. Golańskiej, która pracowała
w magistracie.

            W okresie okupacji w Zawichoście prężnie działała „Szkoła Rzemiosł”, której uczyli się nie tylko miejscowi, ale okoliczni chłopcy. Mogli posiąść zawód: krawca, szewca, stolarza, mechanika. Pracowało tam wielu wykształconych ludzi, którzy przybyli z ziem włączonych do Rzeszy. Jednym z nich był profesor Żuchowski, który prowadził tajne komplety gimnazjalne i licealne. Profesor Kowalski uczył łaciny, a Henryk Łukaszewicz uczył historii. Do tych kompletów chodziły również dzieci z okolicznych miejscowości. Okres mojego dzieciństwa, które piwino być „sielsko-anielskie”, było okresem najbardziej przykrym – łapanki, rozstrzeliwania naloty, ciągły strach. O zmroku okna musiały być zasłonięte czarnym papierem, żeby nie było widać światła, a od godziny 8:00 godzina policyjna, nie wolno wychodzić na ulicę, bo Niemcy strzelali uważając, że to partyzanci.

            Wielkim przeżyciem dla mieszkańców Zawichostu była pacyfikacja 5 wsi za Wisłą, z których najbliżej usytuowany był Borów. Słychać było lament i płacz ludzi, których Niemcy przy pomocy Ukraińców podpalali 
w domu i żywcem wrzucali do ognia. Mało było tej tragedii to w tym samym dniu, 2 lutego 1944 roku na Podgórzu w tym miejscu gdzie partyzanci zastrzelili dwóch niemieckich lotników, Niemcy rozstrzelali 30 niewinnych Polaków. Wszyscy przywiezieni zostali na miejscowy cmentarz, ale pozostało tylko dwóch na naszym cmentarzu, innych rodziny odkopali, rozpoznali i zabrali. To wszystko dla 11-letniego dziecka to wielki dramat, to przeżycie, które pozostawia uraz. Wyobrażałam sobie, że giną niewinne dzieci, matki, ojcowie. Ludzie, którzy przebyli ten kataklizm, naoczni świadkowie opowiadali bestialskie historie. Zginęło wtedy w dzień Matki Boskiej Gromnicznej ponad 900 osób, nie raz całe rodziny. Wszyscy upamiętnieni są na pomniku na cmentarzu
w Borowie.


            Rok 1944 – 1 lipca zbliżał się front nad Wisłą. Wysiedlają ludzi z Zawichostu. Wszyscy myśleli, że szybko nastąpi wyzwolenie, dlatego nie uciekali daleko, zatrzymali się w okolicznych wąwozach lessowych poza Zawichostem. Tu wykopywano w skałach bunkry-tu się spało i ukrywało w czasie nalotów. Widać było 
w Zawichoście płonące kościoły i pojedyncze domy. Zawichost legł w gruzach. Samoloty niemieckie wypatrzyły ludzi i chociaż do bezbronnych cywilów nie wolno strzelać, to Niemcy nie przestrzegali tej międzynarodowej konwencji. Pamiętam jak z mamą czekałyśmy, aby zaczerpnąć ze źródełka wody na własne potrzeby. Zniżył się niemiecki samolot i siekł z karabinu oraz zrzucał rozrywające pociski, bo wokół było wiele gorących odłamków. Ludzie w pośpiechu uciekali było dużo zabitych, rannych. Ja z mamą przycupnięte na górce pod krzakiem uszłyśmy zdrowe i całe. Inny bardzo bolesny fakt, który wydarzył się sierpniowego poranka 1944 roku w wąwozie zwanym przez miejscowych „Nowinna skała”. Zginęło tam około 17 osób-cała rodzina Fabijańskich, został tylko 9-letni chłopiec, rodzina Kulów i pojedyncze osoby z rodziny Czajkowskich, Wilczyńskich oraz inni, których nazwisk po 64 latach nie pamiętam. Pod koniec sierpnia było coraz chłodniej, Niemcy otoczyli wąwóz
i obozem pędzili nas do Ostrowca na wywóz do Niemiec. Pamiętam postój w Grójcu obok Ćmielowa. Tu wielu znajomych uciekło wśród nocy, a nas nadal pędzili przez Denków do Ostrowca. W Ostrowcu udało nam się zbiec w jakąś uliczkę. Oczywiście słyszeliśmy okrzyki „halt” i strzały, ale na próżno. Zamieszkałyśmy w pustym mieszkaniu na ulicy Ciegielniowej. Sąsiedzi niewiele pomagali, bo sami byli biedni. Mama zaczęła handlować
i przynosiła ze wsi trochę jedzenia w zamian za drobne artykuły spożywcze. Tak żyliśmy do stycznia 1945 roku. 17 stycznia rankiem dało się słyszeć wybuchy, strzały. Paliła się Huta, cegielnia, palił się most na Kamiennej. Niemcy uciekając niszczyli co się dało. Pod koniec stycznia wróciliśmy do całkowicie zniszczonego Zawichostu. Wielu nie wróciło, wyjechali na Ziemie Odzyskane, gdzie łatwiej było o mieszkanie, prace i szkołę dla dzieci.
Do Zawichostu powróciło około 600 osób. Ten pierwszy rok był najtrudniejszy. Jednym pożywieniem były przemarznięte ziemniaki, które kopano na polach. Pola w Zawichoście były zaminowane. Zaminowana również była droga w kierunku Sandomierza. Dopiero w latach 60-tych  Zawichost nie co odżył. Powstała Kopalnia Ziemi Krzemionkowej w Piotrowicach. Przyjeżdżali ludzie szukający pracy, postawiono blok mieszkalny. 

        Gdyby Zawichost postawił na turystykę to na pewno byłoby inaczej. Zawichost ma bogatą przeszłość, ładne położenie, dobry mikroklimat i wiele ciekawych zakątków. Mógłby rozwijać się turystycznie.

Banajska Stanisława
Emerytowana nauczycielka
Szkoły Podstawowej w Zawichoście


  OFICJALNA STRONA SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 1 W ZAWICHOŚCIE   2006 ©  SP nr 1 « Admin_EwaF
 

WARTO TU ZAJRZEĆ
KURATORIUM
OŚWIATY
W KIELCACH